Cieplice mityczne
40,00 zł
„Cieplice mityczne” to piękny poetycki album. Malarz Andriej Sharan przygotował około trzydziestu płócien dotyczących Cieplic. Są to obrazy nie odbijające rzeczywistości – to raczej subiektywne impresje, sugestie znaczeń, a jednak interpretujące znacząco miejsca, których dotyczą i, oczywiście, rozpoznawalne… Obok malarstwa publikacja zawiera wiersze dotyczących Cieplic. Całość jest z jednej strony hołdem dla miasteczka, z drugiej zaś ma to miasteczko przenieść w sferę sztuki – uczynić zeń miejsce „kultowe” – stąd owa próba mityzacji rzeczywistości cieplickiej, wzorem Bruno Schulza i jego artystycznej wersji i wizji Drohobycza.
ANDRIJ SHARAN – autor ilustracji – ukraiński dysydent, prawnik, artysta malarz, pisarz. Od 10 lat Wrocławianin. Wystawiał m.in. w Galerii Komin we Wrocławiu, w Muzeum Serbołużyckim w Budziszynie – wystawa pt. „Wieczna podróż”, w Muzeum Gerharda Hauptmanna w Jagniątkowie i w Pałacu Bukowiec. Autor powieści, opowiadań, w tym zbioru „Erika wie o czym myślisz Fidelu” oraz licznych rozproszonych wierszy…
RYSZARD GRZYWACZ – autor wierszy – polonista, przewodnik sudecki, autor tomików poezji: „Małą literą”, „Emblema cieplickie”, „Elegie sznurówkowe” a także „Przewodnika emocjonalnego Cieplice z widokiem na Karkonosze” oraz współautor polsko-czeskiej antologii „Z obou Brehu” („Z obu brzegów”).
Wstęp
Cieplice mityczne – czyli jakie? Wydaje się, że intuicyjnie rozumiemy, jakiego charakteru przydaje przedmiotowi epitet „mityczny”. Czyżby? Swoją książkę o czterech teoriach mitu Ivan Strenski rozpoczyna od następującej refleksji:
Mit jest wszystkim i niczym jednocześnie. Jest historią prawdziwą lub fałszywą, objawieniem lub oszustwem, świętością lub pospolitością, prawdą lub fikcją, symbolem, narzędziem, archetypem lub stereotypem. Jest zarówno silnie ustrukturyzowany i logiczny, jak i emocjonalny, i prelogiczny, tradycyjny, prymitywny lub też jest częścią współczesnej ideologii. […] Jest statutem, powracającym tematem, typem znaku, klasyczną ideą, połowiczną prawdą, opowieścią lub po prostu zwykłym kłamstwem.
A więc „Cieplice mityczne” – czyli jakie? Publicystyczno-kolokwialne rozumienie słowa „mit” tudzież jego derywatów sugerowałoby, że Cieplice… nie istnieją, są kłamstwem, jak w nadużywanej i z gruntu fałszywej dychotomii „prawda czy mit?”, tak jakby mit był przeciwieństwem tego, co prawdziwe. Bynajmniej, jak pisał Strenski, mit jest przecież „wszystkim i niczym jednocześnie”. A więc może właściwe jest podejście tradycyjne, wedle którego mit albo szerzej – mitologia – jest zbiorem tekstów literackich, właściwych danej kulturze? Czy Cieplice mają taki zbiór, który kształtowałby jakąś wspólną, cieplicką wyobraźnię? Bądźmy szczerzy – żadna „mitologia cieplicka” na wzór omawianej w szkołach „mitologii greckiej” nie istnieje. A może chodzi tu o mit, który miałby nobilitować przeszłość? Jak opowieść o Eneaszu, od którego początek mieliby brać Rzymianie, albo o dowolnych „mitycznych początkach”, które dzisiejszej rzeczywistości miałyby dodać splendoru? Już po kilku stronach tej książki stanie się jasne, że „Cieplice mityczne” nie są żadną opowieścią o przeszłości. Zostaje nam zatem jeszcze teoria filozoficzno-antropologiczna, wedle której mit wyraża specyficzną strukturę świadomości, innymi słowy: mit jest ekspresją światopoglądu. A więc słuchamy jakichś opowieści mitycznych, i odpowiednio je dekodując, możemy dowiedzieć się, co o świecie myśli społeczność, która wytworzyła ten mit. Niby nadal nie wiemy, co wedle tej teorii miałyby znaczyć „Cieplice mityczne”, ale przynajmniej mamy już jakiś trop; bo przecież w opowieści o, dajmy na to, Edypie, nie chodzi tak naprawdę o Edypa. Albo w każdym razie nie o biografię Edypa, a raczej o to, co o życiu i świecie myśli ten, który nam o Edypie opowiada. Tu jesteśmy już bliscy tego, co powszechnie rozumie się np. pod frazą „mityczna kraina dzieciństwa” – niby chodzi o konkretne miejsce i czas, ale zarazem chodzi o coś więcej, o jakiś mariaż konkretu (konkretna kraina i konkretne dzieciństwo) z jakimś kompleksem przeżyć i doświadczeń. Z mariażu tego wyłania się właśnie ta trudno definiowalna „mityczność”, która, proszę zauważyć, nie oznacza w najmniejszym stopniu kłamstwa czy nieprawdy. Wręcz przeciwnie, poznanie faktów, dajmy na to odwiedziny danego miejsca, poznanie ludzi, krajobrazów, zapachów czy dźwięków w wątpliwym stopniu przybliża nas do zrozumienia i poznania owej „mitycznej” krainy, o której ktoś nam opowiada Co więcej, prawda rozumiana jako zestaw weryfikowalnych twierdzeń i faktów zdaje się wręcz przeszkodą w takim zrozumieniu.
I tutaj trochę przypadkowo uchwyciliśmy jeszcze jeden ważny element – opowieść i tego, kto opowiada. Żadne dziecko nie powie, że oto właśnie teraz znajduje się w „mitycznej krainie dzieciństwa”. Powie tak dopiero wiele, wiele lat później, jako dorosły człowiek, próbując odtworzyć ową krainę w wyobraźni i starając się komuś o niej opowiedzieć. W takiej opowieści kategorie takie jak prawda i fałsz, fakt czy zmyślenie nie grają żadnej roli. Taka opowieść, opowieść mityczna, wymyka się tym jakościom. Każdy, kto odwiedza czasem miejsca, w których spędził dzieciństwo, wie, o czym mowa.
Nie ma się co oszukiwać, w tej kilkuzdaniowej refleksji nie uchwycimy sensu „mityczności” Cieplic. Ale mamy jakieś punkty zaczepienia. Za mitem, który jest nam na kartach tej książki opowiadany, stoi jakieś przeżycie, albo raczej – przeżycia. Wielość różnorakich przeżyć. A elementem wiążącym je w jedno jest miejsce, tylko z pozoru konkretne. Cieplice niby można wyrysować na mapie, można to zrobić nawet bardzo precyzyjnie, tylko… co z tego? Można je też odwiedzić, spędzić w nich dzień, tydzień, miesiąc, poznać wszystkie zakamarki, ale czy to wystarczy? Czy wystarczy, by zadać takie pytania, jakie w wierszu Ruiny szpitala św. Jadwigi w Cieplicach zadaje jeden z autorów tej książki, Ryszard Grzywacz:
no i co to ma znaczyć
że stoi w ruinie
już miejsce
gdzie ja
a potem moja córeczka
ujrzeliśmy świat
Żadna mapa, żadne dane statystyczne, żadna „prawda krajobrazu” nie przybliży nas nawet o milimetr do doświadczenia, którego ekspresją jest zaczynający się od powyższych słów wiersz.
A trzeba zaznaczyć, że Ryszard Grzywacz, który jest autorem wszystkich wierszy w tej książce, choć o miejscach, w których żyje, pisze od lat – proszę zajrzeć choćby do jego Nocy, Emblemów jeleniogórskich, Przewodnika emocjonalnego po Cieplicach czy tomu małą literą – właśnie w „Cieplicach mitycznych” spektakularnie pokonuje ostatnie złogi regionalizmu, ostatecznie wybija się na poetycką niepodległość. Robi coś, co – gdy o tym wspomnę, pewnie będzie miał mi to za złe – nazwałbym „pokonaniem Cieplic”. Ale zanim się na mnie obrazi, dodam, że chodzi tu o zwalczenie Cieplic dosłownych, Cieplic pocztówkowych. Krótko mówiąc, wyprowadza na najwyższy poziom to, co było już widoczne w jego poprzednich książkach – za pomocą Cieplic opowiada o świecie i o życiu. Opowiada o sprawach najważniejszych, dotyka tragizmu ludzkiego losu, związku człowieka ze światem, dotyka powoli pukającej do drzwi (Ryśku, przepraszam!) starości, dotyka miłości do bliskich mu osób. Krótko mówiąc, Cieplice stają się tym, czym Itaka jest dla opowieści o powrocie albo Dolina Issy dla opowieści o krainie dzieciństwa.
Nie robi tego jednak w pojedynkę. Wierszom towarzyszą obrazy niezwykłego, kipiącego talentem artysty Andrzeja Sharana, pochodzącego z Ukrainy malarza, ale również pisarza i poety. Jego opowiadania ukazywały się w Miesięczniku „Odra”, jego obrazy prezentowane były na wystawach między innymi we Wrocławiu, w jeleniogórskim Domu Gerharta Hauptmanna czy w niemieckim Budziszynie, gdzie pokazano jak dotąd największą, liczącą niemal 100 pozycji retrospektywę jego prac. Artysta ten, coraz lepiej znany i coraz bardziej rozpoznawalny na Dolnym Śląsku i przygranicznej Saksonii, został przez Ryszarda Grzywacza zaproszony do współtworzenia „Cieplic mitycznych”. Dlaczego właśnie on? W Cieplicach był dotychczas, o ile mi wiadomo, 2 (słownie: dwa) razy. Ale tak się składa, że towarzyszyłem mu podczas obu wizyt. Pamiętam, co i jak mówił. Pamiętam wyraz jego twarzy na Placu Piastowskim. Ale to było tylko preludium: na wspomnianej wystawie w Budziszynie pokazano jego obrazy prezentujące m.in. Paryż, Wenecję czy Jerozolimę. Na pytanie, czy był kiedyś w tych miastach, czy widział to, co maluje, odpowiedział bez wahania: nie! Ale przecież malarz, jak w podobnym czasie i zarazem zupełnie niezależnie od siebie pisali oficjalny noblista Jon Fosse i mój osobisty noblista Wiesław Myśliwski, poprzez swoje obrazy chce narzucić odbiorcy swój sposób widzenia świata. Możemy złagodzić nieco to stwierdzenie i powiedzieć, że chce podzielić się swoim widzeniem świata.
A więc w tym Paryżu niezupełnie chodzi o Paryż, w Wenecji o Wenecję, w Jerozolimie o Jerozolimę. Trochę tak, ale nie do końca. W malowanych „Cieplicach mitycznych” nie chodzi więc tylko o Cieplice, chodzi – tak, jak w przypadku poezji Grzywacza – o coś więcej.
Nie tylko nie da się namalować wiersza albo opowiedzieć obrazu, ale też nie ma sensu tego robić. Podobnie nie ma sensu deskrypcja tak przepełnionego sensami i wrażliwością artystyczną przedsięwzięcia, jakim są będące rezultatem spotkania dwojga artystów „Cieplice mityczne”. To ich wspólne przedsięwzięcie udowadnia, że mit Cieplic – albo cieplicki mit – nie tylko jest możliwy, ale zdaje się też możliwy do uchwycenia. A więc „Cieplice mityczne” są, by przewrotnie nawiązać do Ivana Stranskiego – raczej wszystkim niż niczym, historią raczej prawdziwą niż fałszywą, raczej objawieniem niż oszustwem i w końcu, co być może jest tu najważniejsze, są raczej archetypem niż stereotypem.
Cieplice są wszędzie.
Jędrzej Soliński
70
twarda
2025
Wydawnictwo AD REM





