Jabłonka

25,00 

Jaskółka, dom, lipa, pociąg, zdjęcie, historia, okna, piętra, korytarze.
Powrót do domu, który trzeba było opuścić. Powrót do domu, który nigdy nie przestał się śnić.
Jak odnaleźć siebie pośród cieni przeszłości?
Czy niektóre tajemnice nigdy nie powinny zostać przypomniane?
Poruszająca opowieść o pamięci, żalu i utraconym dzieciństwie, gdzie sen miesza się z jawą. Bo najtrudniejsza podróż to ta, która prowadzi w głąb własnego serca.

 

Recenzja: Książkowy Zaułek (https://www.facebook.com/ksiazkowy.zaulek)

„Niektóre rzeczy trzeba zostawić, nie po to, by o nich zapomnieć, ale po to, żeby wreszcie pójść dalej. Zamknąć je w głębi pamięci.”

„Jabłonka” to jedna z tych lektur, po których człowiek po prostu milknie, a świat wokół nagle wydaje się zbyt głośny i nie na miejscu. Choć poprzednie książki Mai Wesołowskiej zwiastowały ogromny talent, ta konkretna pozycja absolutnie rozwaliła system, uderzając w najczulsze struny mojej duszy. Zamknęłam ostatnią stronę z drżącymi rękami, zastanawiając się, jak wiele autorki zostało zaklęte w tych słowach, ile w tej historii jest jej własnych przemyśleń i intymnych przeżyć. Czuć tu niesamowitą autentyczność, a świadomość, że opisywane miejsca i sytuacje wyrastają z osobistej przeszłości Mai, nadaje tej opowieści wręcz metafizyczny wymiar.

To poruszająca do głębi epopeja o wspomnieniach, które towarzyszą nam niczym popołudniowe cienie, nie odstępując na krok, nawet gdy bardzo pragniemy od nich uciec. Autorka z niezwykłą odwagą kreśli obraz tęsknoty za tym, co bezpowrotnie minęło, oraz za ludźmi, którzy odeszli w stronę bieli, zostawiając nas w dusznej czerni osamotnienia. Historia głównej bohaterki, Dusi, to bolesny proces godzenia się z własną historią, ale przede wszystkim bezlitosna konfrontacja wyidealizowanych obrazów z dzieciństwa z surową, nierzadko brutalną rzeczywistością.

Niezwykle mocno uderzyła mnie warstwa oniryczna i personifikacja natury, która w tej książce zyskuje własny głos. To, jak drzewa, rzeka czy stuletnia lipa opowiadają historię domu w Lipnicy, jest po prostu genialne i sprawia, że czytelnik zaczyna inaczej patrzeć na otaczający go świat. Lipa staje się mózgiem tego miejsca, świadkiem narodzin i odchodzenia dusz przez komin, a rzeka niesie w sobie sekrety wszystkich, którzy kiedykolwiek przejrzeli się w jej tafli. Ten dialog z naturą pomaga Dusi zrozumieć, kim jest i dlaczego jej życie zostało przecięte na pół przez traumatyczne wydarzenia z przeszłości.

Wesołowska mistrzowsko operuje metaforą, szczególnie tą związaną z płaskimi monetami kładzionymi na torach, które stają się symbolem odkształconego przez los życia. Każda moneta to echo pociągu, który bezpowrotnie zniknął za zakrętem, podobnie jak bliscy, z którymi bohaterka nie zdążyła się pożegnać. Autorka pokazuje, że śmierć nie pyta o zgodę i nie zna litości, zostawiając nas z emocjonalnym ciężarem, który musimy nieść przez lata niczym głaz. To bolesna lekcja o tym, że niektóre rany nigdy się nie goją, a my uczymy się jedynie żyć w ich cieniu.

Wątek terapeutyczny i relacja z psycholożką Petrą dodaje książce ogromnej głębi i psychologicznej wiarygodności. To właśnie dzięki tym rozmowom Dusia zaczyna rozumieć, że nie musi kurczowo trzymać się tych, którzy odeszli, lecz może odstawić ich na półkę pamięci jako cenne przedmioty. Autorka w piękny sposób definiuje smutek nie jako chorobę, którą trzeba zwalczyć, ale jako bezpieczny dom i strefę komfortu. To niezwykle wyzwalające podejście, które daje prawo do autentycznego przeżywania żałoby bez presji społecznego „pójścia do przodu”.

Niesamowitą rolę w powieści odgrywa sam dom – niemal żywa istota, która kocha, nienawidzi, bywa zazdrosna i potrafi kierować snami. Opis jego powolnej degradacji, czarnych dziur w miejscu okien i kupy rozbitych kafli z pieca, który niegdyś był sercem kuchni, rozdziera serce. Powrót Dusi do tych ruin po czterdziestu latach to nie tylko sentymentalna podróż, ale konieczna misja odnalezienia cząstki siebie, którą zostawiła w tamtych ścianach. To konfrontacja z „demonem paranoi”, Jerzykiem, i mrokiem poddasza, która ostatecznie pozwala na zjednoczenie rozbitej jaźni.

Lektura „Jabłonki” to także zanurzenie się w kolorach, gdzie fiolet staje się barwą intuicji, męki i żałoby, a czerń – substancją, która nie pozwala oddychać. Język Mai jest niezwykle plastyczny, pełen zapachów maglowanej pościeli, papierówek i terpentyny. Autorka potrafi sprawić, że czytelnik czuje chłód kamiennych schodów pod stopami i słyszy tykanie zegara w pustym pokoju, w którym czas przestaje mieć znaczenie. To proza, która nie tylko się czyta, ale którą się wszystkimi zmysłami odczuwa.

Chcę z całego serca pogratulować Mai nie tylko napisania tak wspaniałej, dojrzałej książki, ale przede wszystkim odwagi zmierzenia się z własnymi demonami. „Jabłonka” to dowód na to, że literatura może być formą spowiedzi, której nie rozliczy żadna religia, a jedynie nasze własne serce. To opowieść o tym, że choć świat pędzi dalej, my mamy prawo zatrzymać się pod naszą własną, zdziczałą jabłonką i w końcu po prostu odnaleźć spokój. Cudowna, bolesna, ale i niosąca ostateczne ukojenie lektura.

Wymiary 20,5 × 13 cm
Oprawa

miękka

Ilość stron

114

Wydawca

Wydawnictwo Poligrafia AD REM

Rok wydania

2026

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o „Jabłonka”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *