Tel.: 75 75 222 15
  Fax: 75 75 262 10
Kom.: 602 18 06 43
adrem@adrem.jgora.pl
Kopaniec._Kalend_50c4ff846d5e5
  • Kopaniec._Kalend_50c4ff846d5e5
  • KOPANIEC_ost_str_okl

Kopaniec. Kalendarium

Kopaniec. Kalendarium, czyli niekompletny spis wydarzeń ważnych i zupełnie nie

SKU: PUBL SAM 2 Kategorie: , , Autor:
  • Opis
  • Dodatkowe informacje

Opis produktu

Leszek Różański – szkic do śląskiego portretu

Nie można mówić tylko Slezsko, bądź tylko Nieder Schlesien czy tylko Dolny Śląsk. Ten, kto tak uważa jest Dolnoślązakiem tylko w pewnej części. A właściwie to nie jest nim wcale, gdyż Dolnoślązakiem się jest albo nim nie jest.

Leszek Różański jest absolwentem Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych we Wrocławiu – kierunku wystawiennictwo, a następnie od 1989 r. –  magistrem kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. We Wrocławiu też poznał żonę Agatę, artystę ceramika. Po studiach młodzi małżonkowie wyjechali z Wrocławia w Góry Izerskie i zamieszkali w zapomnianym przez ludzi miejscu – wsi o nazwie Kopaniec. Zamieszkali tam, gdzie się kończy asfalt drogi, w starej przysłupowej chacie, położonej hen wysoko pod lasem, na rozległym stoku Kamienieckiego Grzbietu. Sprzed domu roztacza się wspaniały krajobraz, opadający z gór gdzieś daleko w doliny, ku ziemi lwóweckiej i legnickiej. Wyjechali z dużego miasta w latach polskiego przełomu początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego już wieku, by razem móc realizować twórcze marzenia. Wspólnie z mieszkającym po sąsiedzku Tomaszem Sikorskim, twórcą wszechstronnym, stali się założycielami innego Kopańca, który dziś jest realizacją ich pionierskiej wizji; wsią wyjątkową – osadą współczesnych artystów.

W ciągu minionych lat Leszek Różański zapuścił korzenie, omszał i wrósł w krajobraz Gór Izerskich. Stał się propagatorem nowego myślenia o kopanieckiej „małej ojczyźnie” i jej niekoniecznie tylko piastowskiej przeszłości. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Kopaniec, członkiem stowarzyszenia Nowy Młyn. Kolonia Artystyczna z pobliskiej Szklarskiej Poręby, Grupy Artystycznej Kopaniec oraz średniowiecznej grupy Cornu Cervi. Tworzy malarstwo, grafikę i fotografię, niejednokrotnie występował jako aktor w kopanieckim Teatrze Ludowym. Swoje przesiąknięte śląskością prace artystyczne prezentował na wystawach w kraju i za granicą, między innymi w Niemczech i w Holandii. Szuka śladów przeszłości tej ziemi; odkrył tajemnicze budowle – kamienne wały w okolicach Kopańca, wskazał na nieznane dotąd miejsca lokalizacji dawnych izerskich hut szkła, był inicjatorem i redaktorem wydawnictwa “650 lat Kopańca 1343-1993”, wybudował swoją zagrodę w pobliskiej średniowiecznej osadzie. Cierpliwie tłumacząc i przekonując doprowadził do nadania kopanieckiej szkole podstawowej imienia Caspara Davida Friedricha, najwybitniejszego malarza niemieckiego romantyzmu, twórcy, który podczas artystycznych podróży gościł i w Górach Izerskich.

Z pasji do poznania przeszłości „małej ojczyzny” zrodziła się książka, jakiej dotychczas nie było; “Kopaniec – Kalendarium”, czyli niekompletny spis wydarzeń ważnych i zupełnie nie. Zebranych i opracowanych przez Leszka Różańskiego tu zamieszkałego. Powstawała przez wiele lat, właściwie przez całe śląskie życie Leszka Różańskiego. Kopanieckie Kalendarium jest miejscem szczególnym, z którego czytelnik czerpać może wiedzę o dziejach gór naszych izerskich. I to nie tylko o faktach wielkich, które notują podręczniki historii, ale i w innych, drobnych sprawach codziennych – równie ciekawych, choć nieco mniej znanych. W “Kalendarium” odbijają się, niczym w zwierciadle, historyczne przemiany Dolnego Śląska, tak dobrze widoczne z łąki pod Kamienieckim Grzbietem. Uważny Czytelnik znajdzie tutaj również miejsce na refleksję nad zmiennością dziejów naszego regionu.

A Leszek Różański z Kopańca jest Dolnoślązakiem. I to pełną gębą.

Sąsiad zza góry – Przemysław Wiater

 

Od Autora: …czyli kilka prozaicznych odkryć, czasem zaskakujących

Kiedy przyjechałem do Kopańca w 1983 roku, popadłem w zachwycenie. Wioska gdzieś na krańcu świata, w której droga była nie całkiem asfaltowa i kończyła się w lesie, a wzdłuż niej rozsiane stare domy, często przysłupowe. Pomiędzy nimi sterczały z krzaków kamienne mury domów, których żywot zakończył się mniej lub bardziej dramatycznie. Jeden sklep, praktycznie brak ruchu samochodowego, zero nowych budynków. Czułem się jak w skansenie lub kapsule czasu. Dotarło do mnie, że są w Polsce miejsca, w których przeszłość jest bardziej żywotna od teraźniejszości. To było moje pierwsze odkrycie związane z Kopańcem. W 1990 roku, wraz z żoną i córką, przeprowadziliśmy się w Góry Izerskie. Wtedy właśnie historia dopadła mnie bezlitośnie. Zamieszkałem w domu przysłupowym z połowy XVIII wieku, na szczycie Koziej Szyi. W domu stała szafa śląska z 1794 roku, a w niej wisiał surdut z początku XX wieku. Szpary na strychu zatkane były starymi książkami, w tym jedną z drugiej połowy XVII wieku. Po całym domu walały się stare butelki, sztućce,  narzędzia, ramki i tym podobne szpargały. Zacząłem ich używać, skoro były już na miejscu. Okazało się, że żywot przedmiotów jest trwalszy od życia ludzkiego. To było moje drugie odkrycie. Kiedy poddałem się przeszłości, postanowiłem dowiedzieć się czegoś o miejscu, które sobie wybrałem. A może to ono sobie mnie wybrało? Tak czy inaczej postanowiłem zasięgnąć języka u sympatycznych sąsiadów, którzy mieszkali tu od czasów wojny. Jak nazywał się Kopaniec przed wojną? – zadałem im pytanie. Nie wiedzieli. Byli trochę zdziwieni, że to mnie interesuje. Dotarło do mnie, że nic nie wiem… To było kolejne odkrycie. Postanowiłem poznać historię tego miejsca. Byłem przekonany, że ilość informacji będzie mocno ograniczona. Cóż mogło przetrwać wojnę, przesiedlenia i inne katastrofy? W końcu to tylko mała wioska zagubiona w górach. Po wielu staraniach i zabiegach ilość wiadomości o Kopańcu wyglądała nad wyraz marnie. Dosłownie kilka podstawowych danych. I na tym koniec. Tak przynajmniej wtedy myślałem. Jednak z upływem lat zaczęły trafiać do mnie różne dokumenty, często w fatalnym stanie, fotografie, listy, mapy, książki. Opowiadały o osobach i obiektach, które już dawno zniknęły w otchłani przeszłości. Wtedy dokonałem kolejnego odkrycia. Papier jest trwalszy niż kamień i człowiek. Zbierałem informacje chaotycznie i bez planu. Część z nich trzymałem w szufladach, segregatorach, a część w zakamarkach pamięci. Po dwudziestu latach zebrało się ich na tyle dużo, że zacząłem się w nich gubić. Postanowiłem zrobić z tym porządek. Ułożenie ich chronologicznie wydawało mi się najlepszym rozwiązaniem. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że im bardziej porządkowałem swoją wiedzę, tym więcej nowych informacji do mnie spływało. Kolejne odkrycie. Zajęło mi to prawie dwa lata. Oczywiście natężenie prac było bardzo zróżnicowane. Powoli zdarzenia zaczęły układać się w całość, wiązać się ze sobą i z siebie wynikać. Tak dotarłem do roku 1945, który wydawał mi się wyraźną granicą oddzielającą dwa światy. Coś się skończyło, coś się zaczęło. A tu czekało na mnie następne odkrycie. Jeden świat nie zastąpił drugiego. One się nałożyły. Jeden w drugi przeszedł dramatycznie, szybko. Od tego momentu przyszło nam żyć w podwójnym świecie. Powoduje to dużo problemów, ale również jest źródłem wielu fascynacji. Okazało się również, że choć jesteśmy społeczeństwem ciągle odwołującym się do historii, to o nią nie dbamy. Nie utrwalamy. Największy problem sprawiło mi odtworzenie zdarzeń, które miały miejsce po II wojnie światowej. Na szczęście mogłem skorzystać z pamięci najstarszych mieszkańców wsi. Tak powstało kalendarium. Rzecz skromna, subiektywna i z pewnością niepełna. Gdy kończyłem pracę nad moim kalendarium, czekało na mnie nowe odkrycie. Okazało się, że jestem jego częścią, tak jak jego częściami są jego byli, obecni i przyszli mieszkańcy. Poskładany obraz jest niekompletny, ale mam nadzieję, że pozwalający spojrzeć na historię Śląska przez pryzmat historii jednej wioski, położonej gdzieś w Górach Izerskich. Chciałbym, aby to kalendarium było  przyczynkiem do dokonania, przez ludzi zafascynowanych tym miejscem, swoich własnych odkryć. Tak jak przytrafiło się to autorowi tych słów. Była to naprawdę wielka przygoda, która mam nadzieję, jeszcze się nie skończyła.

Leszek Różański, Kopaniec, maj 2012

Wydano na zlecenie Stowarzyszenia LGD „Partnerstwo Izerskie” www.lgdpartnerstwoizerskie.pl

Dodatkowe informacje

Waga 0.35 kg
Wymiary 17.0 x 1.4 x 16.8 cm
Format w cm:

17 x 17

Oprawa:

twarda

Ilość stron:

120

Wydawca:

Stowarzyszenie LGD Partnerstwo Izerskie

Rok wydania:

2012

ISBN:

978-83-62708-67-37